XII Dyktando (2014)

Słodziutkie kłapouche a sprawa wielkopolska

 

W ponadpółmilionowej stolicy Wielkopolski doszło do nie lada ekscesów: nader swawolne kłapouche uległy żądzom i chuci, bezwstydnie kopulując i późnowieczorną porą,
i do południa, i w prażącym słońcu, i w dżdżysty dzień. Ta niebywała rozpusta zaniepokoiła parę niewiast. „Jakżeż to można nie piętnować tak haniebnych występków?!” – zapałały oburzeniem na podśmiechujących się z nich tu i ówdzie złośliwców.

Corocznie kwestujący na rzecz cmentarza Na Rossie ichtiolog z Łapiguza, alterglobalista, arcymistrz mini‑Alohy i siatkonogi, korespondujący z hiperponętną Dominiczanką, łepski brat łata, który w głowie ma bynajmniej nie fiu‑bździu, ale niezgorszą wiedzę o cheironomii, rokokowych treliażach i późnorenesansowych puttach, ma swoją miniteorię. Otóż wszem wobec głosi, że skarżące się matki Polki uczyniły to z zazdrości, że osły nie mają krzty cellulitu, trzeba by więc uprzykrzyć im żywot, skazując je na odosobnienie, jakkolwiek to kuriozalnie brzmi przy parzystokopytnych. Tymczasem nawakszutka Domasława, zagorzała zwolenniczka opalania topless, posiadaczka makijażu permanentnego, ekswiceprzewodnicząca minisekcji hula‑hoop, z niemałym zainteresowaniem oglądająca niedawno reportaż o hipsterskich hidżabach, słysząc głosy mówiące, iż ośle bezeceństwa zagrażają zachodnioeuropejskiej cywilizacji, uznała to za nonsens i aberrację.
Z kolei wdzydzki neurochirurg, zaczytujący się w Zegadłowiczowskim „Żywocie Mikołaja Srebrempisanego”, biografiach Awicenny i Pustowójtówny, a zwłaszcza o jej komunardzkim epizodzie, najpierw myślał, że to primaaprilisowy żart, jednakże odkrył, że przecież tuż‑tuż październik. Skandynawista z Borzytuchomia, typ hamleta, z posępną miną pseudo-Herdera rozdrażniony skonstatował, że mass media zajmują się nie najważniejszymi sprawami egzystencjalnymi, ale michałkami. Głodomór z Chachalni, o gargantuicznym apetycie na półtusze cielęce z Zofipola, pół żartem, pół serio zauważył, że piękne są jego fotografie
z akwizgrańczykami i ryżankami sprzed mongolskiego Wielkiego Churału Państwowego i ze studentami z Bużumbury na wybrzeżu patagońskim, ale zaiste bezcenne jest zdjęcie kraty oddzielającej niesforne ssaki, niebędącej przecież fatamorganą.

Ledwo co nieszczęsną bramę otwarto, a w innej dzielnicy, wcale nie tak odległej, postawiono tamę przed fanami nie najcichszej grupy muzycznej, która nie tak dawno miała, nomen omen, niezłe przeboje w Rosji. Nienawidząca disco polo otmuchowianka, superfanka niedoszłej gwiazdki jasełek, mająca w domu nie zwykły nieporządek, ale istny barłóg, poddająca się cokwartalnej hirudoterapii, na hiobową wieść o odwołaniu koncertu zmełła
w półotwartych ustach przekleństwo, po czym odnotowała na blogu, że ultrakonserwatywne zakazy są eksportem nie byle jakiego obciachu, ale godnego architektury socrealizmu.

Kolekcjoner płaskorzeźb Hesperyd i Hiad, z wykształcenia harwardczyk, z ducha młodoheglista, a niegdyś nietzscheanista, wykrzyknął ze zdumieniem: „Czyżbyście, Wielkopolanie, nie rozumieli? Mówi o was cały świat. Przedstawienie musi trwać”.

XI Dyktando (2013)

Bohaterowie epoki ponowoczesności

Współczesnym bohaterem nie zostanie pozytywistyczny człowiek instytucja, to również nie czas późnośredniowiecznych herosów z pól bitewnych. W popkulturowej wyobraźni przechowa się, oczywiście co najwyżej na akademicki kwadrans, ta osoba, która w wirtualnej rzeczywistości ma kliknięć co niemiara. Nikt nie przebije południowokoreańskiego muzyka, ale i potomkowie Piasta Kołodzieja mają swych bohaterów.

Przeszło rok temu dwóch około czterdziestoletnich żartownisiów na basenie będącym niby‑stadionem wyskoczyło z cicha pęk, robiąc kilkudziesięciosekundowe superprzedstawienie i wprawiając w ekstazę tłum będący dotąd w nie najlepszym nastroju. Niesforni kibice zostali w końcu obezwładnieni przez stewardów, ale wcale a wcale nie było to rach-ciach! Niezadługo stanęli wprawdzie przed sądem, ale że sponad chmur zawsze wyjrzy słońce, to swą popularność zdyskontowali w reklamie. Ich nie lada wyczyn sprawił, że i słuchający hip-hopu lekkoduch z Żyglądu, niechcący robić w pracy za murzyna,
i habilitujący się z chondroblastów leworęczny borzęcinianin, poczuli dumę. Polak jednak potrafi! Wzmożenie w narodzie było przeogromne: notoryczny hipochondryk przestał niedomagać, a Trasa W-Z się odkorkowała. Tej euforii nie uległa jedynie z lekka przeintelektualizowana trzebieżanka, biegle władająca francuszczyzną ultrafanka ruchów kontrkulturowych, prywatnie eksżona Trynidadczyka, notabene mająca z nim krzyż pański. Damulka ta, półleżąc na rdzawoczerwonej wersalce i zagryzając z wolna małgorzatkę, nijak nie mogła pojąć fenomenu owych jegomości, uznając to li tylko za koszałki-opałki.

Wiara w rodaków została nad wyraz nadwątlona w Radomiu, gdy przy akompaniamencie kolędy w tonacji C-dur sześćdziesięcioparolatka wzięła z wigilijnego stołu trzy półtoralitrowe napoje. Jako że przewinienie to nastąpiło pod czujnym okiem kamery, kobieta stała się w oczach poniektórych symbolem szubrawstwa. Socjaldemokrata
i antyklerykał z Brzyskorzystewka, arcywróg żeromszczyzny, z zawodu lekarz internista, zarzucał radomiance hipokryzję: z pewnością późnopopołudniową porą żarliwie odmawia różaniec (Różaniec), a wieczorem zmienia się w łupieżcę. Z kolei anabaptystka z Micigózda, właścicielka ponadośmioletniego nowofundlandczyka, lubująca się w noszeniu niemnących greczynek, przytomnie zauważała, że takie zachowanie nie jest odosobnione, ale typowe dla rzekomych super-Polaków.

Bohaterką ostatnich dni została gitarzystka w króciusieńkiej spódniczce. Choć byle jaki jasnowidz przewidziałby, że ten występ to nie będzie cud-miód, jednakże zaprezentowana hiperżenada, która była ponoć żartem, przeszła najśmielsze oczekiwania. Obieżyświat z Raciąża, któremu nieobcy Płaskowyż Nowozelandzki czy zamek trocki na Litwie, oniemiał dopiero przy tym występie. Małoż to? Polka jednak potrafi!

X Dyktando (2012)

Superafera z niby-złotem

Pewien dwudziestoośmioletni multimilioner, założyciel parabanku, budujący pałac co najmniej na miarę wicehrabiego, zgrywający się na świętego mikołaja, okazał się arcyłotrem
i hochsztaplerem. Poniewczasie wyszło na jaw, że nie raz, nie dwa, lecz kilkakrotnie unikał kar, a jego formalnoprawne zmartwychwstania nie są hecą, ale horrendalnym blamażem kraju spod biało-czerwonych barw. Rzeczony gagatek w końcu zubożał o niemałą część nazwiska, ale czymże jest ta niedogodność wobec grożącej utraty czasem i ponadsiedmioipółletnich oszczędności rzeszy klientów? Dotyczy to przecież i ryżobrodego mężczyzny
z Dmochów‑Wochów, i gustującej w ultraczerwonych tipsach fryzjerki z Morzeszczyna,
i biologa z Golubia-Dobrzynia, który choć magisterium pisał o różnych gatunkach jeżyn, to najchętniej czytał o żółtobrzeżkach, rzemlikach i innych chrząszczach. Skądinąd trzeba by rozważyć, dlaczegoż to ten rzutki przedsiębiorca zawczasu nie pierzchnął chyłkiem? Czy będzie odpowiadał za współsprawstwo, czy okaże się jedynym winnym?

To jedyna tegoroczna afera? – zapyta niepoinformowany. Weźże zejdź na ziemię, naiwny człowiecze! Wielu chciałoby wyleczyć hiperchandrę nicnierobieniem na drobnopiaszczystej plaży, popijając, nierzadko haustami, specjały serwowane w drink-barze przez cud‑dziewczyny z superdużymi dekoltami. Żądni luksusu turyści liczyli na wojaż wszech czasów, tymczasem po wylądowaniu nie czekał na nich klimatyzowany bus, ale rzężący rzęch z niewydarzonym kierowcą, który swą niekompetencję chciał tuszować darciem się wniebogłosy za kółkiem. Rzekoma ćwierćkilometrowa, otoczona hibiskusami aleja do Morza Kreteńskiego, okazała się nie lada ekspedycją i wielominutowym przedzieraniem przez chaszcze, a zamiast różnorodnej oferty rozrywkowej były wyłącznie obskurne tancbudy. Rezydentka, notabene kobieta w wieku balzakowskim, kochająca płowożółte kreacje, odzywała się co najwyżej półgębkiem, a gdy w wigilię wyjazdu znienacka gruchnęła wieść o bankructwie biura podróży, bezwstydnie czmychnęła, zostawiając zszokowanych wyrzuceniem z hotelu klientów samopas. Choć na lotnisku w bród było termometrów i higroskopów, jednakże nie znalazł się przyrząd, który oszacowałby skalę ich emocji. Powagę sytuacji wyczuł za to głośnik, gdyż dochodzący stamtąd nokturn B-dur zastąpiła sonatina a-moll. Jedynym chyba zobojętniałym na wszystko pozostał pewien pogrążony w melancholii ekswłaściciel foksteriera, który półleżąc na walizkach, zagryzał sczerstwiały chleb, marząc o herbacie z szałwii, jaką po powrocie zaparzy sobie
w soczystozielonym kubku.

Czyż można było tego uniknąć? Ultranowoczesny postmodernista
z Wrocławia‑Nowego Dworu, autentyczny erudyta i człowiek encyklopedia, zagłębiający się w hermeneutykę Gadamera, mini- i maksiteorie Immanuela Kanta ze wszech miar przestrzegał, że nie wszystko złoto, co się świeci. Nie brak też osób, które permanentnie odkrywając nowe miejsca, nie korzystają z agencji turystycznych. Czyni tak chociażby czterech lekkoduchów z Charsznicy, bynajmniej nie maminsynków, na przekór zasadzie „swego nie znacie” zwiedzających wszerz i wzdłuż Polskę, którzy tym razem wybrali się do Krakowa sfotografować kościół Mariacki i rzygacz kaplicy Zygmunta.

Nie jest wprawdzie tak, że tylko haruspicja lub inne pradawne wróżby pozwolą przewidzieć, gdzie czyhają kolejne niebezpieczeństwa, ale rozważania te są wtórne wobec faktu, że oszukani przeżywają najprawdziwszy, a nie Szekspirowski dramat. Politycy tymczasem odgrywają swoje tradycyjne sztuczki: jedni powtarzają cotygodniowe hasło kibiców „nic się nie stało”, inni wszem i wobec głoszą, że hersztem wszelkich przestępczych przedsięwzięć niechybnie jest piłkarz amator z Kaszub, niektórzy zaś, skorzy do happeningów, obstają, że na gorączkę złota najlepszym panaceum jest posiadanie odpowiednich ziół. Olaboga! Tragifarsa trwa.

Przed i po meczu, czyli coś nie gra

Każdy z nas słyszał pewnie frazę typu „Przed i po meczu”. Konstrukcja ta jest jednak błędem składniowym, bo rozkładając ją na czynniki pierwsze, widzimy, że mamy formę „przed meczu”, która jest oczywiście błędna.
Tego typu błędy zdarzają się często. Inny przykład? „Rzecznik nie potwierdził ani nie zaprzeczył informacjami” – a powinno być „Rzecznik nie potwierdził informacji ani im nie zaprzeczył”.
Dążenie do ekonomii słowa jest logiczne, pamiętajmy jednak, by unikać przy tym niepoprawnych połączeń.

Odnośnie do

Gdy do czegoś chcemy nawiązać, to nierzadko posługujemy się zwrotem „odnośnie do”, przy czym nierzadko gubimy „do”. A jedyna poprawna forma to właśnie odnośnie do (czegoś), a nie odnośnie (czegoś). Łatwo to wytłumaczyć – przecież odnosimy się do czegoś.
Tak na marginesie: to zwrot nadużywany przez wiele osób, a można go zastąpić na kilka sposobów. Zamiast powiedzieć „Uwagi odnośnie do punktu drugiego” można z powodzeniem użyć takich form, jak „Uwagi do punktu drugiego” czy „Uwagi dotyczące punktu drugiego”.

Na czym siedzimy? O pufie słów kilka

Pogoda nie rozpieszcza, zatem sporo czasu spędzamy w domu. Siedzimy na fotelach, pufach… Właśnie – na pufach! Wszyscy wiemy, co to jest, ale warto też przypomnieć, że poprawna forma mianownikowa to puf, a nie pufa. Jeśli nie posiadamy tego mebla, to możemy powiedzieć „Nie mamy pufa”, jak i „nie Mamy pufu”. Z kolei dopełniacz liczby mnogiej ma jedną postać: pufów (nie: puf).

Wyniki dyktanda

DOROŚLI

NUMER LICZBA BŁĘDÓW ORTOGRAFICZNYCH LICZBA BŁĘDÓW INTERPUNKCYJNYCH
15 7
16 23 1
17 6 2
61 56
64 56 1
65 49 2
73 61 2
74 42
76 72
77 46
78 32 2
79 3 1
80 30
85 56 2
86 1 1
87 41

 

UCZNIOWIE

NUMER

LICZBA BŁĘDÓW ORTOGRAFICZNYCH LICZBA BŁĘDÓW INTERPUNKCYJNYCH

2

23

3

45 2

5

41
6 40

8 44

2

9

98

10

71
12 83

1

13 72

14

53 1

25

44

1

27

29

1

30 44

31 44

40 44

1

48

43

50

35

63

95 2
67 164

71

36 1
72 53

2

75 87

81

34

83 69

2

84 41

1

DOROŚLI

1 miejsce nr 86 – Jan Chwalewski

2 miejsce nr 79 – Tomasz Malarz

3 miejsce nr 17 – Łukasz Szempliński

 

UCZNIOWIE

1 miejsce nr 2 – Milena Kwiatkowska (ZSPolitech.)

2 miejsce nr 27 – Wiktoria Kosmowska (LO)

3 miejsce nr 81 – Krzysztof Jaensch

Serdecznie gratulujemy laureatom!
Ale brawa należą się wszystkim uczestnikom, którzy zmierzyli się z pułapkami polskiej ortografii. Jeśli tekst był dla Was trudny – przepraszamy, ale… nie obiecujemy poprawy:) Następne Wrzesińskie Dyktando już za niespełna rok!

 

Przy sprawdzaniu dyktand przyjęliśmy zasadę, że 3 błędy interpunkcyjne to 1 błąd ortograficzny. Wyniki uwzględniają już to przeliczenie, czyli np. 10 bł. ortograficznych i 5 interpunkcyjnych = 11 bł. ortograficznych i 2 interpunkcyjne.
Gdy w sprawdzanej pracy brakowało wyrazu, uczestnikowi liczyliśmy tyle błędów ortograficznych, ile teoretycznie można w tym słowie popełnić – np. brak wyrazu „bohemista” to 1 błąd ortograficzny, a brak „Hasiora” to 2 błędy.

Zapraszamy do regularnego odwiedzania tej strony. Choć ortografia jest fascynująca, nie tylko nią człowiek żyje, dlatego będziemy tu pisać nie tylko o ortograficznych łamigłówkach, ale – przede wszystkim – o ciekawostkach językowych, poprawności językowej, kulturze języka polskiego. Język żyje, zmienia się na naszych oczach – nie traćmy więc go z pola widzenia!:)

Facebook